Darmowa dostawa od transakcji na 300 zł u danej marki
Do plagiatu jeden krok, czyli jak daleko mogą posunąć się modowe inspiracje?
/
/
Do plagiatu jeden krok, czyli jak daleko mogą posunąć się modowe inspiracje?

Wiele osób chciałoby mieć w swojej szafie coś z pierwszych stron gazet, czy z wybiegów modowych od popularnego projektanta. Niestety fakty są takie, że nie każdego na takie dobra luksusowe stać. Z pomocą przychodzą więc sieciówki, a pionierką w tej kwestii jest hiszpańska grupa INDITEX, w skład której wchodzi popularny sklep ZARA, która dobrze wie jak kopiować, by stale być na sprzedażowym topie na świecie i by każdy konsument mógł zakupić coś łudząco podobnego do ubrań produkowanych przez największe domy mody. Podobna historia dotyczy torebek Louis Vuitton, Prada, czy Gucci, których podróbki niezwykle łatwo jest zdobyć na przeróżnych targach, czy sprzedawane są w najpopularniejszych lokalizacjach na całym świecie w specjalnych cenach, tylko dziś, tylko dla Ciebie, prosto z rozłożonej na ziemi płachty przez miłego Pana. Oczywiście tutaj podobieństwo do oryginału jest łudzące, jednak każda szanująca się fashionistka bez problemu rozpozna tzw. fake bag. Zdarza się i tak, że firmy odzieżowe chętnie sięgają po projekty młodych projektantów, czy nawet inspirują się cudzymi zdjęciami lub grafikami by tworzyć nadruki na swoich koszulkach. Niestety cały proces odbywa się zazwyczaj bez zgody samego twórcy. Popularność AliExpress, chińskiego serwisu sprzedażowego, gdzie kupić można praktycznie każdą rzecz o wiele taniej niż u oryginalnego producenta, pokazuje, że nam jako konsumentom takie kopiowanie cudzych projektów właściwie nie przeszkadza. Inspirowanie się cudzą własnością twórczą jest dziś na porządku dziennym, w końcu nowych marek powstaje tak dużo, że ciężko wymyślić coś całkowicie nowego, od podstaw. Czym innym natomiast jest ściąganie kropka w kropkę i uznanie projektu za swój własny. Tu dochodzimy do niezwykle ciekawej sprawy, bowiem wyznaczenie granicy między kopiowaniem a plagiatem jest niezwykle trudne. Wszystko jest spowodowane kwestiami prawnymi i tym, że wystarczy zmienić chociaż część cudzej twórczości i już będziemy mieli do czynienia z inspiracją, która jest całkowicie legalna. Mimo to na lokalnym podwórku wciąż mamy sporą liczbę modowych grzeszników, którzy inspirują się aż nadto.

Źródło: unsplash

Łudzące podobieństwo, czyli zaproszenie do sądu. Pozwami o plagiat za zagranicą sypie się jak z rękawa

W ostatnim czasie projektanci niezwykle polubili pozywanie się wzajemnie o plagiat. Często jednak mylą pojęcia, ponieważ większość z nich inspiruje się cudzą własnością twórczą, a nie kopiuje cały projekt jeden do jednego. Takie działanie z perspektywy polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest całkowicie dozwolone. Wynika to z faktu, że wyróżnia się trzy rodzaje utworów. Pierwszy, czyli utwór samoistny, stworzony od początku do końca przez danego autora. O to dziś niezwykle ciężko, bowiem przez tyle lat na rynku modowym powstało tak dużo ubrań, czy akcesoriów, że ciężko nie powielić jakiegoś pomysłu. W ten sposób dochodzimy do drugiego utworu, czyli utworu samoistnego inspirowanego inną twórczością. Jest to najczęstszy przykład pożyczania idei innego projektanta przy tworzeniu własnych produktów. Projektanci chętnie podpatrują, co koledzy po fachu mają do zaoferowania swoim konsumentom i idą w tym samym kierunku. Dodatkowo często inspirują się kinem, naturą, malarstwem, sztuką ludową oraz projektami Haute Couture sprzed lat, przez co posiłkowanie się podobnym motywem jest bardzo prawdopodobne przez więcej niż jednego twórcę. Oczywiście w takich inspiracjach nie ma nic złego, a powstałym na ich podstawie produktom nie sposób odmówić oryginalności, jednak najważniejsze jest stworzenie czegoś, chociaż w pewnym stopniu samemu. Ostatnim rodzajem utworu jest utwór niesamoistny, który stanowi opracowanie innego utworu, a potocznie nazywa się go plagiatem.

O plagiaty pozywać lubią się wzajemnie największe domy mody, w końcu konkurencja na rynku jest spora. Tak np. Christian Louboutin procesował się z YSL w sprawie czerwonej podeszwy, która uznawana jest za dodatek kojarzony wyłącznie z ekskluzywnymi obcasami Louboutin. Sprawa zakończyła się jednak w miarę polubownie. Na czerwoną podeszwę pokusiła się również ZARA, która sprawę w sądzie wygrała, ponieważ zgodnie z orzeczeniem sądu, nie sposób nie odróżnić butów hiszpańskiej sieciówki od luksusowego produktu Christiana Louboutina. Głośno było również swego czasu o procesie Yves Saint Laurent z Ralphem Laurenem, który skopiował od projektanta legendarną sukienkę Tuxedo Dress, która miała fason smokingu dopasowanego do kobiecych potrzeb. Nie tylko od siebie nawzajem, ale i od młodych, nieznanych designerów oraz firm chętnie ściągają pomysły największe domy mody. Tak Moschino zostało posądzone o plagiat nigeryjskiej projektantki mody, która stworzyła kolekcję inspirowaną miarką krawiecką. Jakiś czas później podobne projekty pojawiły się na tygodniu mody zaprezentowane przez Moschino jako autorski projekt. YSL natomiast “pożyczył” niegdyś projekty afrykańskiej firmy Tongoro i przywłaszczył sobie pomysł na charakterystyczną podłużną torebkę. Dodatek ten był wizytówką kolekcji senegalskiej młodej marki, jej nazwa MBURU w języku wolof oznacza chleb, a torebka była symbolem walki o lepsze jutro i pokonywaniu przeciwności. Afrykańskie firmy mają spory problem by przebić się ze swoimi produktami na zagraniczne rynki, jednak nie dotyczy on wielkich domów mody, które aż nadto inspirują się cudzymi projektami i sygnują je jako własne. Batalia sądowa jest w takim wypadku niezwykle trudna, ponieważ wiąże się z kosztami finansowymi, a małe brandy najzwyczajniej na takie działania nie stać.

Źródło: unsplash

Pożycz mi swój pomysł, wiem jak na nim zarobić

Nie tylko wielkie domy mody, ale przede wszystkim sieciówki przodują, jeżeli chodzi o kradzież prac innych designerów, czy nawet osób prywatnych, nie wspominając już o przenoszeniu topowych kolekcji z tygodni mody na sklepowe półki w przystępnej cenie. O tyle, o ile czerpanie z pomysłów podpatrzonych na wybiegach, czy ulicy i zmiana ich na własne produkty jest akceptowalna, tak inspirowanie się całkowicie czyimś projektem jest już nie do przyjęcia. Niestety H&M czy ZARA są świadome nieuczciwych zagrań i ciągłego naruszania praw autorskich, a mimo to stale kontynuują produkowanie podrabianych produktów. Mówi się, że mają nawet specjalny budżet przygotowany na pokrywanie ewentualnych odszkodowań, które mogą zostać nałożone przez sąd, jednak kary te i tak są niższe niż zysk jaki może otrzymać dana firma ze sprzedaży produktów, czy z kolekcji, która została skopiowana. Ludzie chętnie decydują się na zakup ubrań podobnych do tych z wybiegu w cenie na każdą kieszeń, ponieważ każdy chce wyglądać trendy, więc takie inspiracje nie powodują publicznego oburzenia. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku naruszania praw autorskich osób prywatnych. Wówczas opinia publiczna i media społecznościowe niezwykle angażują się w bojkot danej firmy lub produktu, próbując tym samym pomóc dojść sprawiedliwości poszkodowanemu twórcy.

Bardzo głośno w mediach było o zapożyczonym zdjęciu pewnej nastolatki z USA przez polską firmę odzieżową Reserved, która na swoich t-shirtach umieściła grafikę z wizerunkiem Amerykanki. Inna sprawa dotyczyła mocnej inspiracji rysunkiem francuskiej ilustratorki na koszulce, który pokazywał kobietę pijącą koktajl. Mimo małych zmian, podobieństwo i tak było ogromne. New Look, czyli angielska sieć odzieżowa pokusiła się natomiast na wykorzystanie autoportretu polskiej studentki fotografii, oczywiście nie pytając właścicielki zdjęcia o zgodę. ZARA podobnie jak poprzednicy wykorzystała na swoich t-shirtach zdjęcie internautki pijącej napój w wielkich okularach, przerabiając je na rysunek, nie zmieniając przy tym zupełnie nic. Ostatni głośny spór dotyczy pewnej kobiety z Florydy i znanej firmy Converse, która w swojej najnowszej kolekcji pokazała buty zainspirowane amerykańskimi parkami narodowymi. Jak się okazało pomysł kolekcji i bardzo podobny design zaproponowała marce Amerykanka, kiedy aplikowała na staż. Converse uznał zarzuty za bezpodstawne, a cała sprawa rozeszła się po kościach. Niestety tak właśnie zazwyczaj wyglądają zapożyczenia wielkich firm. Mimo głośnych afer w Internecie, finalnie każdy zapomina o tym co się wydarzyło, a sieciówki notują ogromne zyski sprzedażowe. Czasem udział opiniotwórczych mediów, czy influencerów doprowadza do wypłacenia odszkodowania lub wycofania skopiowanego produktu ze sprzedaży.

Źródło: unsplash

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie zainspirował się cudzym pomysłem. Polskie marki też kopiują!

Na rodzimym podwórku, oprócz wspomnianego wcześniej Reserved, mamy kilku niesławnych bohaterów, którzy lubią inspirować się aż nadto cudzymi projektami. Na prowadzenie wysuwa się Viola Piekut, specjalizująca się w wieczorowych kreacjach i sukniach ślubnych, która często sięga po projekty światowych projektantów. Zrozumiały jest fakt, że polskie gwiazdy chcą wyglądać tak olśniewająco jak hollywoodzka śmietanka towarzyska. Szkoda jednak, że ubierają się w stroje, które nieraz przypominają niemal dokładnie te, które już na czerwonym dywanie za oceanem widzieliśmy. Tak np. Viola Piekut skopiowała sukienkę Toma Forda, którą założyła na siebie Agnieszka Jastrzębska, a wcześniej w niemal tym samym projekcie mogliśmy podziwiać Gwyneth Paltrow. Podobna sytuacja dotyczyła kreacji Katarzyny Glinki, która wystąpiła na salonach w sukni przypominającej do złudzenia projekt libańskiego projektanta Elie Saaba, czy kiedy Anna Dereszowska na festiwalu w Wenecji pokazał się w przepięknej sukni, którą skądś już jednak kojarzyliśmy. W bardzo podobnej sukience mogliśmy oglądać nieco wcześniej na czerwonym dywanie Toni Garrn podczas festiwalu filmowego w Cannes.

Swoje za uszami ma też polska marka streetwearowa, która bardzo dobrze radzi sobie na zagranicznych rynkach, a jej ubrania nosiły takie gwiazdy jak Rihanna, czy Dua Lipa. Mowa tu o MISBHV, które “pożycza” nagminnie cudzą twórczość, wykorzystując ją jako nadruki na swoich ubraniach. Ostatnio najgłośniej było o przywłaszczeniu zdjęć azjatyckiego fotografa, za które po nagłośnieniu sprawy firma zaoferowała twórcy 2000 euro rekompensaty, co stanowi równowartość jednej kurtki tej marki. Nie była to jednak pierwsza taka sytuacja. Wcześniej zwracano uwagę na bezprawne nadrukowywanie na t-shirty, czy bluzy takich grafik jak: okładka płyty Nico + The Faction, ulotki reklamującej londyński klub MFI z 1988 roku, plakat TRANCE 5000, czy motyw z okładki płyty zespołu Drax – Red.

Z problemem wizerunkowym musiała zmierzyć się również firma Wishbone, która zapewnia, że wszystkie jej produkty są ręcznie robione w kraju. Niestety internauci natrafili na niezwykle podobną bransoletkę i naszyjnik na chińskiej platformie sprzedażowej AliExpress. Firma szybko zareagowała pozwalając klientom na zwrot podejrzanych produktów, jednak finalnie nie wiemy, kto od kogo skopiował pomysł.

Źródło: unsplash

Czarne chmury znad swojej marki musiał odganiać również brand Shoppingcenter9, któremu zarzucono kopiowanie projektów australijskiej firmy Posse. Mowa tu o kolekcji Linen Breeze, która choć należy do jednej z rzekomo tworzonych od a do z przez markę w kraju, to jej wzory produktów są praktycznie takie same jak te Posse. Rodzimy brand oczywiście tłumaczy się, że faktycznie wzory ubrań są do siebie podobne, ale z kopią nic wspólnego nie mają. Ciężko jednak nie wierzyć własnym oczom, bowiem co by nie było, produkty bez problemu można by ze sobą pomylić. W tym przypadku obyło się jednak bez większych afer, a łudzące podobieństwo zostało wyłącznie wytknięte w Internecie przez jedną ze stron. Czy jest to spowodowane niewielkimi zasięgami marki, która przy australijskiej odzieżówce ma ponad 3 razy mniej instagramowych fanów? Możliwe, że to właśnie popularność zapożyczającej cudzą własność firmy jest powodem, dla którego jednym podrabianie innych uchodzi na sucho, a innym nie.

Inna sytuacja spotkała natomiast markę Jessici Mercedes – Veclaim, która w swojej kolekcji miała sukienkę w kwiaty niemalże identyczną do tej sprzedawanej w sieciówce ZARA. Hiszpański sklep zaczął sprzedawać ją w marcu, a na stronie internetowej Veclaim pojawiła się ona w czerwcu. Na ile więc prawdopodobne jest powielenie projektu przez którąś ze stron? Może mieliśmy tutaj do czynienia ze zwyczajnym zbiegiem okoliczności, bowiem materiały są powszechnie dostępne? Ta zagadka nie została jednak rozwiązana, a temat jak wiele innych afer plagiatowych został zamieciony pod dywan.

Mimo tego, że zapożyczeń czyichś utworów autorskich jest zapewne znacznie więcej niż udało się zdemaskować, w dzisiejszych czasach firmy pragnące zainspirować się cudzą twórczością, muszą znacznie bardziej uważać niż kiedyś. Na straży wykrywania plagiatów stoją miłośnicy mody na całym świecie. Powstają nawet specjalne konta w mediach społecznościowych, które doszukują się podobieństw i kradzieży dóbr intelektualnych. Strony te cieszą się niemałym zainteresowaniem opinii publicznej, dlatego to również jeden z najskuteczniejszych środków domagania się reakcji ze strony wywoływanej do tablicy marki. Afera w mediach społecznościowych oraz nagłośnienie tematu przez opiniotwórcze osoby daje dużo lepsze efekty, aniżeli próba polubownego załatwienia sprawy poprzez kontakt z firmą, której zarzucane są niechlubne czyny. Wydaje się, że jest to jedyny sposób by nakłonić kopiujących do zastanowienia się w przyszłości dwa razy, zanim sięgną po nieswoje projekty i nadmiernie się zainspirują.

Udostępnij wpis

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj szybko znajdziesz czego szukasz!

Twój koszyk zakupowy

Brak produktów w koszyku.

Powiadom mnie kiedy produkt będzie dostępny Poinformujemy Cię, gdy produkt pojawi się w magazynie. Podaj poniżej swój poprawny adres e-mail.